<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Upir Kasprowego> 
<author_1=Wiech>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=3>
<date=1951-03-18>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Zjechalimy si w Zakopanem z panem Piecykiem. Zaraz pierwszego dnia wyprawiem go na Kasprowy, udzielajc szczegowych instrukcji jak ma si stara o bilet na kolej linow.
Pjdzie pan  mwiem  do Hotelu Morskie Oko i tam w przedsprzeday kupi sobie pan miejscwk na dzie nastpny, w ktrym to dniu uda si pan do Kunic, skd odchodz wagoniki kolejki na Kasprowy. To proste. Rozstalimy si. Przez trzy dni nie mogem potem nigdzie spotka jako pana Teosia, gdymy si wreszcie zeszli dnia czwartego na obiedzie u Jdrusia, zapytaem z zaciekawieniem:
 No jake si panu podobao na Kasprowym?  Owszem wysoko jest, ale duszno cholera.  No jak to duszno? Takie mocne powietrze si wdycha e a dusi, co?  Faktycznie Mocne bardzo si odczuwa, ale tylko na dole na stacji w tych caych Kunicach  modziaki duo pal, ale to z nerw, z tego czekania po cztery godziny na bileta.  No ale za to pniej, wyej!  Wyej naftalina.  Jak to naftalina, gdzie?  W tem blaszanem pudeku, co wagonik nadpowietrzny odstawia. Jaka wycieczka starszych facetek ze mn jechaa w krlikach mocno naftalin przesyconych  kichaem bez ca drogie.  No ale na szczycie  Na szczycie znowu bigos.  To pan tylko w restauracji by?  Poniekd tylko, bo wyj na dwr nie mona byo  wiater gow obrywa, nachalny si podobnie nazywa.  No ale jednak zdoby si pan na odwag i wyjrza, by podziwia wspaniay cho grony widok.  Widok taki sam jak i na dole, a nawet ciut-ciut gorszy.  Nie rozumiem.  No zwyczajnie tylko swoj Helcie widziaem, bo blisko stojaa, dalej wszystko jak w zsiadem mleku.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>